W drodze do Mandalay.

Mandalay to jedno z większych i najatrakcyjniejszych miast w Birmie. Aby mieszkańcy Europy oraz innych kontynentów mogli poznać wszystkie mocne strony tego miejsca, opracowano specjalną, rządową formę biletu zwaną „combo ticket”, dzięki której już za 10 dolarów można poznać atrakcje szlaku na własnej skórze. Jeśli wyjeżdżamy do Birmy, nasze pieniądze wydawane na wszelakie atrakcje płyną potem do rządu, mimo że z przyczyn oczywistych nie bardzo nam na tym zależy. Wiele osób w pełni świadomie decyduje się ryzykować i wchodzić do obiektów bez używania wskazanego biletu, albo kompletnie rezygnuje z odwiedzania danego miejsca. Mandalay, pomimo zajmowania sporego terytorium, raczej nie chwali się długoletnią historią. Wedle legend, pod koniec dziewiętnastego wieku władca Mindon Min wpadł na pomysł utworzenia nowej osady, mającej w założeniu być stolicą Birmy. Różne źródła podają również, że miejsce to na stolice zostało wybrane w pełni świadomie, ponieważ przed ponad 2000 laty mieściła się tam metropolia buddyjska. Birmańskie wierzenia ludności oparte silnie na tradycji kazały rozłożyć na części pałac z Amarapury, by potem przenieść go na terytorium miasta mającego stać się nową stolicą.

Zwiedzanie Mandalay zaczynamy od obiektu Shwekyimyint Paya. Dla buddystów to niezwykle ważny obiekt, bo umieszczono w nim oryginalną podobiznę Buddy, która w dodatku została poświęcona przez księcia, który tę świątynię ufundował. Pomimo panującej tutaj ciszy, da się wyczuć wspaniałe i ciepłe relacje panujące między przebywającymi na miejscu ludźmi. Na każdym kroku zauważa się ludzi pochłoniętych modlitwą, rozmowami, spacerami. Świątynia przepełniona jest kwiatami, ofiarami oraz zapalanymi kadzidełkami. Turyści polewają figurę Buddy, rytuał ten ma przynosić szczęście. W świątyni można bez obaw leżeć na podłodze, nikomu nie będzie przeszkadzało delikatne chrapanie. To świątynia, w której nikomu nie zabrania się odpoczynku.

Shwenandaw Kyaung stanowi świetny przykład klasycznego, drewnianego klasztoru. Cudem ocalono go przed bombardowaniami w czasie drugiej wojny światowej. Drobne, drewniane elementy dekoracyjne nie dodają obiektowi nadmiernej ciężkości, wręcz przeciwnie. Na uwagę zasługuje także Kuthodaw Paya, intensywnie biały obiekt, rażący intensywnością już z daleka. Nazywa się go „największą książką na świecie”. Słupy jaskiń ustawione są w trzech rzędach, dlatego konstrukcja sprawia wrażenie olbrzymiej książki. O zachodzie słońca warto wybrać się w rejon Mandalay Hill, z tamtejszych tarasów obejrzeć można całą panoramę miasta, widok zapiera dech w piersiach już od pierwszej próby. W tamtych rejonach spotkać można także wielu ludzi zajmujących się rękodziełem, np. malujących ręcznie obrazki za pomocą tuszu oraz żyletki. Poruszanie się po Mandalay, z racji tego, że jest to sporej wielkości miasto, na piechotę okazuje się dość niepraktyczne. Tak mało czasu, a tak wiele do zwiedzenia. Polecamy wędrówki rowerowe lub wynajęcie rikszarza. Jego wiedza często okazuje się praktyczna, gdy zależy nam na tym, aby wejść gdzieś bez obowiązkowego biletu.

Najpiękniejsze świątynie w Birmie.

Birma jako miejsce egzotyczne i pełne niedostępnych w Europie zjawisk może pochwalić się licznymi świątyniami, które nie mogą zostać przeoczone przez turystów na trasie wędrówek. Jest w czym wybierać, bo świątynie stanowią tutaj prawdziwy urodzaj. Jeśli planujesz podróż do Birmy, koniecznie zapoznaj się z naszymi poradami. Pierwszą świątynią, jaką możemy Ci polecić jest Świątynia Szwedagon. Została ona zbudowana w Rangunie, obecnie byłej już stolicy Birmy. Ogólnie przyjęte poglądy każą tłumaczyć, że świątynię tą zbudowano 2,5 tysiąca lat temu dzięki panowaniu króla Okkalapy. To jedno z tych miejsc w Birmie, gdzie czuje się największe oddanie i kult religijny. Każdego roku obiekt ten podziwiany jest przez turystów z różnych stron świata. Budowla została wzniesiona z niezwykłym kunsztem oraz dbałością o detale, dzięki czemu z punktu widzenia estetycznego broni się do dziś. Skarby, które w tej świątyni są przechowywane, trudno policzyć na palcach jednej ręki. W zasobach świątyni znajdziemy złoto, różne formy kruszców, liczne gatunki biżuterii oraz inne kosztowności. Dla wielu turystów fakt ten może nie mieć większego znaczenia, bo wiele osób po przybyciu w to miejsce najbardziej rozczula się nad ośmioma włosami Buddy Gotam – cóż, każdy ma taką relikwię, na jaką sobie zasłużył. Świątynia Szwedagon pokryta została złotem oraz kosztownymi klejnotami, z daleka wydaje się wręcz, że złoto się z niej wylewa. Archeolodzy oraz badacze na przestrzeni lat doliczyli się, że kopuła ma w sobie ponad 4 tysiące diamentów. Jeśli policzymy kosztowne kamienie w innych strefach obiektu – z pewnością wynik będzie dużo wyższy! Zadziwia precyzja i szczegółowość dekoracji wszystkich stref budynku za pomocą kosztownych kamieni.

Z kolei Świątynia Ananda mieści się w mieście Bagan i stanowi jedną czwartą zasobów świątyń w tym miejscu. Trzęsienie ziemi w latach siedemdziesiątych zniszczyło ten obiekt, ale udało się przywrócić dawną urodę. Legenda głosi, że za jej postawienie odpowiadało ośmiu mnichów, podróżujących po Himalajach. Odnaleźli jaskinię, którą uznali za wzorowe miejsce do uprawiania medytacji. Do postawienia w tym miejscu świątyni namówili samego króla, który szybko wyraził zgodę. Warunek był jeden –  w świątyni miał panować charakterystyczny chłód zapewniony dzięki obecności sąsiedztwa gór. Kiedy Ananda została powołana do życia, na rozkaz króla zabito wszystkich odpowiedzialnych za budowę. Powodem była troska o to, aby nigdzie na świecie nie stanął obiekt choć trochę podobny do Anandy. Odwiedziny Anandy zawsze kojarzą się turystom z możliwością osiągnięcia maksymalnego wytchnienia, gdy z wysokiej temperatury nagle wchodzimy w rejon, gdzie przeważać zaczyna chłód działający niezwykle korzystnie na ludzki organizm. Każdego roku w to miejsce zjeżdżają turyści z całego świata. Idealne warunki do medytowania oraz sąsiadujące piękne krajobrazy okazują się być dla wielu Europejczyków prawdziwym synonimem szczęścia. Każdemu turyście spragnionemu chwilowego wyciszenia w trakcie wędrówki przez Himalaje poleca się to niezwykle klimatyczne miejsce.

Podróżniczy flirt z azjatyckimi plantacjami herbaty.

Czas na odkrycie Malezji! Ten obszar dysponuje tak malowniczymi plażami, że grzechem byłoby nie pojechać tam chociaż raz w życiu! Miejscowe wzgórza herbaciane jawią się niczym krajobrazy filmowe, a wszystko to spowite jest delikatną nuta mgły. Malezję nazywa się także kosmopolityczną metropolią. Dlaczego? Ponieważ daje się tam odczuć obecność napływu społeczeństwa z całego świata, reprezentującego odmienne kultury I religie, a mimo to potrafiącego żyć ze sobą w pozytywnej symbiozie. O kuchni Malezji można pisać bez końca I w samych superlatywach. Nie ma bardziej zdrowej kuchni dla ludzkiego ciała od tamtejszej. Wszystko dzięki stosowaniu wyłącznie naturalnych produktów I łączeniu różnorodnych I odmiennych form smakowych.

Przygoda z Malezją ma kilka podstawowych etapów:

  1. Dotarcie do Kuala Lumpur – nazywanej także stolica smaków.
  2. Poddawanie się relaksowi na wyspach Perenthian. Wchodzą one w skład zasobów plaż Zatoki Tajlandii
  3. Długie spacery szlakami wzgórz herbacianych, podziwianie widoków zapierających dech w piersiach.

 

Z Polski do Kuala Lumpur lecimy bezpośrednio. Na miejscu prywatny kierowca zatroszczy się o to, abysmy bez problem trafili do kompleksu hotelowego. Znajdując się w mentalnej kąpieli tuż obok Malajów, Hindusów oraz Chińczyków możemy wreszcie poczuć się prawdziwymi obywatelami świata. Odpłyniemy także przy smakach lokalnych potraw, wśród których na czoło wysuwają się pierożki gotowane na parze przez Chińczyków . Wszystkie dania serwowane w kuchni są zdrowe I lekkie, tak więc nie będziemy nadmiernie ociężali w momencie wspinania się Petronas Towers. Jest to obecnie najwyższa budowla na świecie. Widoki z niej zapierają dech w piersiach I pokazują, jak wiele natura zyskuje dzięki człowiekowi, a także jak wiele człowiek jej zawdzięcza.

Z kolei Perhentian to małe wysepki o bardzo dyskretnych lokalizacjach. Są częścią Zatoki Tajlandzkiej. Tutaj możemy zatopić się w dźwiękach śpiewu ptaków, kumkania żab oraz szumu morskiej fali. To prawdziwy raj. Do obejścia całej wyspy wystarczy raptem kilka godzin, nie funkcjonują tutaj nowoczesne środki lokomocji, co wpływa na wysoki stan czystości natury.

Wycieczka na plantację herbaty pozostawia niezapomniane wrażenia. Przewodnicy pokażą nam najważniejsze rośliny i wytłumaczą, do czego przeznacza się dane surowce naturalne. Plantacje herbaciane wspomagają wizualnie także hodowle niezwykle barwnych motyli oraz plantacje roślin tropikalnych. Tutaj można wreszcie zaobserwować rośnięcie orchidei w sposób bezpośredni. Czy wiedzieliście, że tutejsze rośliny mogą pomagać nie tylko w leczeniu chorób, ale także w budowaniu domów? Degustacja herbaty to moment niemal mityczny, do tego bezpośrednio można zaobserwować sposób jej przygotowywania I zaparzania. Zapach świeżo zaparzonej herbaty nie da się pomylić z żadnym innych. Żeby nasze europejskie napoje herbaciane miały choć w połowie taką intensywność… Czas niestety płynie nieubłagalnie, dlatego zanim udamy się w drogę powrotną do domu, powinniśmy upewnić się, czy na pewno skorzystaliśmy ze wszystkich rozrywek, które były dla nas dostępne w Malezji przez cały magiczny czas urlopu. Kto raz się tam wybrał – wróci z pewnością po raz kolejny.

O religii w Birmie.

Rzadko kiedy na mapie świata zdarza się kraj, w którym wolność wyznania jest tak wyrazista i szanowana, jak w Birmie. Ta żadna z funkcjonujących oficjalnie na świecie religii nie ma oficjalnego udokumentowania. Praktyka pokazuje, że większość mieszkańców tego niezwykle tolerancyjnego kraju to buddyści. Bardzo dużą uwagę przywiązują oni do aspektów duchowych, również w życiu codziennym. Szereg buddyjskich dogmatów wpleciony jest pomiędzy lokalne, ludowe systemy wierzeń. Tradycje nakazują także, aby uroczystości i spotkania na czele z festynami miały także charakter religijny. Najliczniejsze grono mieszkańców Birmy zajmuje się uprawianiem buddyzmu w formie Therawady.

Istotną częścią kultury społecznej w Birmie łączącą się z wartościami religijnymi jest moment ożenu. Udając się do Birmy, jako turyści powinniśmy pamiętać o przestrzeganiu określonych zasad, które tyczą się bezpośrednio religii panującej na tym obszarze. Jeśli udajemy się do miejsca chwały religijnej oraz kultu, powinniśmy ściągnąć buty I chodzić na bosaka. Zdjęcie nakrycia głowy nie wszędzie jest obowiązkowe. Trzeba zachowywać się w sposób dystyngowany, a nie krzykliwy. Nadmierny śmiech, żarty I krzyki są po prostu nie na miejscu. Podczas robienia zdjęć w świątyniach nie wygłupiamy się jak w momentach, gdy wykonujemy sobie “selfie”. Pozy rodem z dyskoteki także warto sobie odpuścić. W miejscach, w których mamy do czynienia z mnichami nie puszcza się muzyki. Tutaj obowiązuje cisza.

Nie dotykamy żadnych obiektów religijnych, figurek Buddy, ani posągów oraz obrazów. W dobrym tonie tuż po zakończeniu wizyty w wybranej świątyni warto pozostawić datek. Nie musi być on zbyt wysoki, przede wszystkim liczy się gest. Birmańczycy potrafią cieszyć się nawet z najdrobniejszej pomocy i wsparcia. Nie są materialistami i ślepo zapatrzonymi ludźmi w kult pieniądza. Do mnichów odnosimy się z atencją I należytym szacunkiem, nie zabierajmy im uwagi bez powodu. Już na pewno w złym tonie będzie oferowanie im żywności, czy próby sprzedania czegokolwiek. To mnich musi pierwszy wyciągnąć rękę w naszym kierunku, o ile tak uzna za słuszne. Z uwagą należy obchodzić się z wizerunkami Buddy. Tych motywów nie umieszcza się na podłodze.

Trudno znaleźć na świecie społeczność bardziej pokojowo nastawioną do świata, niż ludzie w Birmie. Niezwykła gościnność oraz skłonność do zawierania przyjaźni daje się tu zaobserwować od pierwszych chwil pobytu. Ludzie są ze sobą solidarni I z wielką ochotą pomagają sobie w codziennych pracach. Wspólnie uprawia się ziemię, naprawia domy oraz organizuje rodzinno – przyjacielskie spotkania. Ze szczególnym uczuciem traktuje się tutaj osoby chore oraz samotne. Społeczność Birmy żyje bardzo aktywnie mimo skromnych I prostych możliwości dalekich od naszej cywilizacji. Dobrowolną pracą na rzecz społeczeństwa nazywa się np. Branie udziału w robotach urbanizacyjnych, budowania połączeń drogowych, a także nowych świątyń. Prace społeczne w Birmie wykonywane wspólnymi rękami są dla wielu prawdziwą przyjemnością, a nie obowiązkiem, zwłaszcza, jeśli zewsząd rozlega się muzyka, wszyscy przy tym śpiewają oraz poddają swojskiej biesiadzie.

Nad jeziorem Inle w Birmie.

Nad jeziorem Inle w Birmie przeżyć można niezapomniane chwile. Warto wstać wcześnie rano, jeśli mamy w planach spędzić cały dzień nad wodą. Można z bliska zaobserwować codzienne życie rybaków, zadziwi nas ich niezwykła gibkość oraz zdolność do utrzymywania równowagi na małych łódkach. Podpatrzymy także, w jaki sposób sadzi się okoliczną roślinność w ogrodach sąsiadujących z jeziorem i co można ręcznie wyrobić z lotosu. Niebywałą, tutejszą atrakcję stanowi targ górskich plemion. To tylko część atrakcji, na jakie możemy się tutaj natknąć. Zatem, zrywajmy się wcześnie skoro świt w celu wynajęcia łódki. Czeka nas dzień pełen wrażeń!

Na łódce każdy z pasażerów ma dla siebie fotel z drewna, dodatkowo wyposażony w poduszkę. Po odpaleniu silnika płyniemy kanałem bezpośrednio w kierunku jeziora. Po drugiej stronie jeziora czeka na nas miejscowy targ. Poranki tutaj bywają zazwyczaj chłodne, ale pogoda stopniowo się rozpogadza. Kiedy już wypłyniemy łódką na pełne jezioro – bez obawy możemy przyspieszyć działanie silnika. Już od pierwszych chwil spędzonych na jeziorze da się wyczuć wszędzie panującą gościnność i życzliwość. Ludzie mieszkają tutaj w domkach zbudowanych na palach wbitych w toń jeziora, widok jest zachwycający, a gościnną atmosferę podkreślają dodatkowo kaskady uśmiechów na każdym kroku oraz gwarne rozmowy.

Jezioro Inle ma rozbudowane parametry. Jego długość liczy 22 kilometry, a szerokość 11 kilometrów. Nie jest to jezioro z gatunku głębokich. Zmieniający się stale stan wymiarów jest zależny od stopnia intensywności tutejszych opadów. Na temat jeziora Inle krąży wiele legend. Jedna z nich mówi, że jako pierwsi dotarli tutaj dwaj bracia z Dawei, a jako że pracowali bardzo ciężko nad rozwojem odkrytego terytorium, zostali poproszeni o to, aby sprowadzić kolejne rodziny dla zasiedlenia terenu. Dziś szacuje się, że okolice jeziora Inle zamieszkiwać może nawet przeszło 70 tysięcy osób. Każdego dnia miejscowi handlarze płyną swoimi łodziami do miasta, by na okolicznych targach sprzedawać naturalne surowce spożywcze. Mają stałe zajęcie, ponieważ dzięki sprzyjającej pogodzie – sezon na atrakcyjne i zdrowe produkty trwa tu właściwie cały rok. Na straganach sprzedaje się wszelkie odmiany pomidorów, kabaczków, kalafiorów, ogórków, fasoli. Niezwykłe wrażenie robią na oglądających ogródki warzywne, które mieszczą się na samym środku jeziora.

Tutejsi rybacy, zajmujący się na co dzień połowami, wiosłują w charakterystyczny sposób, dzięki własnym nogom! Życie społeczne przy jeziorze Inle toczy się własnym, leniwym rytmem. Jedni skoro świt wyruszają łodziami do miasta, inni zastawiają sieci, ktoś inny zajmuje się wydobyciem ziemi lub łowieniem wodorostów.

Miejscowy targ skrywa przed turystami z zewnątrz wiele tajemnic. Można tutaj spotkać cały przekrój społeczeństwa. Kobiety z ręcznikami na głowach sprzedają tutaj drewno na opał. Handel tutaj polega nie tylko na czystej sprzedaży, ale także na wymianie towarowej. Od kolorów mieni się w oczach. Miejscowi odnoszą się do przybyszów z dużą życzliwością. Za klasyczny środek do transportu towaru oraz jady uznaje się duży wóz z drewna, który ciągną woły.