Odwiedziny w starej królewskiej siedzibie INVA.

Aby w pełni móc zacząć podziwiać starożytną stolicę Królestwa Birmańskiego, czyli Invę – trzeba dostać się na drugą stronę rzeki Irrawaddy. W tym celu działają na miejscu lokalne tratwy, przejeżdża się także specyficzny most posadony na rzece. Stamtąd wypływa się dalej promem i można w trakcie wycieczki podziwiać piękno tych okolic. Maleńskie, drewniane promy obsługiwane są przez niezwykle życzliwych sterników.

Na brzegu na gości już czekają bryczki. Jeśli chcemy zobaczyć w Invie jak najwięcej atrakcji, powinniśmy dla zaoszczędzenia czasu oraz energii zdecydować się właśnie na przeprawę taką bryczką.  Drogi w Invie są bardzo kamieniste i wyboiste, co raczej nie będzie wygodna dla turystów. Wszyscy mieszkańcy z uśmiechami na twarzach witają przybyłych turystów. Inva w dosłownym tłumaczeniu oznacza „Miasto klejnotów”. Już w XIV wieku po raz pierwszy miasto uznano za stolicę, w kolejnych latach na miano stolicy zasłużyły także inne miejscowości, status stolicy nie był dla żadnego z miast wyłączny. „Miasto klejnotów” z geograficznego punktu widzenia położone jest w punkcie stykania się rzek Irrawady oraz Myint Nge.

Wyspa powstała w wyniku przekopania kanału przez robotników na specjalne żądanie króla, niestety, w XIX wieku miało tam miejsce pokaźne trzęsienie ziemi, co doprowadziło do ogólnych zniszczeń. Znajdziemy tam dużo uprawnych pól, jedno pole od drugiego oddzielają posągi Buddy – zazwyczaj w zaskakująco zadowalającym stanie. Podczas oględzin terenu zaobserwować można codzienną pracę rolników, np. przy pracach przygotowawczych do sadzenia ryżu. Nie ma tu jakiegokolwiek śladu mechanizacji, na polu pracują woły ciągnące za sobą drewniane pługi. Gospodarze machają słomkowymi kapeluszami i machają batami.

Bagaya Kyaung jest największą atrakcją tego kurortu. Ta świątynia jest prawie w całości stworzona na bazie drewna tekowego, wewnątrz mieszczą się zapierające dech rzeźby. Nie wszyscy decydują się wchodzić do środka, bo tu trzeba kupić specyficzny „combo” bilet. Wszędzie wokoło da się odczuć dobry humor i gwar. Ktoś sprzedaje zimne napoje, pani przy stoisku poprawia na kiju bambusowym naszyjniki pamiątkowe, przeznaczone oczywiście na sprzedaż dla turystów. Niezwykle wysoka temperatura sprawia, że bez przerwy chce się pić. Wrażenie na turystach robią pozostałości murów miejskich.

Najwyższy punkt Inva to 30 – metrowa wieża strażnicza. Na samej górze można podziwiać rozległe tereny panoramy. Wielu mieszkańców tego regionu utrzymuje się dzięki uprawie kowalstwa. Tutaj kowal odpowiada szczegółowo za wymianę podwozia w bryczkach, a także za wymianę podków, czyszczenie kopyt oraz wyrabianie gwoździe. Jeśli wybieramy się na obiad, po drugiej stronie rzeki czeka na nas wiele przytulnych knajpek, gdzie dostepna jest nawet coca – cola, tyle, że w znacznie droższej, niż gdziekolwiek cenie. Jeśli chcemy zaoszczędzić, możemy zamiast zachodnich napoi kupowac ich birmańskie odpowiedniki, nie są gorsze od pierwowzorów. O cenę bryczki nie trzeba się zanadto martwić. Większość mężczyzn uprawiających tu zawód woźnicy ogłasza jednakową stawkę 4000 K za wynajem pojazdu.

Wycieczka do Birmy – za i przeciw.

O wyprawie do tego niezwykle egzotycznego i pociągającego zakątka myśleliśmy już od bardzo dawna. Wszelkie wcześniejsze próby dojechania tam drogą lądową zazwyczaj kończą się fiaskiem. Przez wiele lat dowiadywaliśmy się, że Birma obecnie staje się krajem znacznie bliższym reszcie cywilizacji, niż kiedykolwiek przedtem. To zadecydowało o tym, że jeszcze raz postanowiliśmy się tam wybrać, by posmakować egzotyki na własnej skórze. Ranong, Phuket, Bangkok – te miasta po prostu trzeba zobaczyć.

Zależało nam bardzo na tym, aby doszło do przebicia wizy tajskiej, co dałoby możliwość sprawdzenia stanu załadowania łodzi płynącej w kierunku północnym. Nie udało się niestety dokonać tego zamierzenia. Perspektywa pozostania w przygranicznym mieście przez 2 tygodnia powinna nas pocieszyć, ale to właściwie trochę za mało… Udając się w stronę Bangkoku, mieliśmy świadomość tego, iż jedyną uczciwą możliwością będzie samolot do Yangonu. Przedostać można by było się także w sposoby nie do końca legalne, ale za tym czają się niesamowicie wysokie koszty, a do tego nie ma żadnej gwarancji, że nas nie przyłapią i nie deportują. Niedrogie bilety posiadaliśmy już na miesiąc przed planowaną podróżą, im bardziej zbliżał się termin wyjazdu, tym większe dało się wyczuć między nami poddenerwowanie. Lądy na całym świecie nie miały przed nami tajemnic, znamy na pamięć metody przyjazdu i wyjazdu drogami morskimi prowadzącymi do Australii. I ten dylemat – czy dalej korzystać z lądu, czy zmienić pole działania?

Po długim zastanowieniu i chwili stresu daliśmy się ponieść ciekawości, a postanowienia schowaliśmy na dno turystycznego plecaka. Rezultat był taki, że Bangkok stał się metą dla naszej trwającej ponad 2 lata podróży lądowej. Dzięki temu zyskaliśmy mnóstwo nowych wrażeń z wycieczki, która przez niektórych nazwana została dowcipnie „fakultatywną”. Liczymy się z trudami, jakie staną nam na drodze do wydostania się poza sferę turystyki, wszystko przez działania wojskowe na tym terenie. Na miejscu człowiek musi też walczyć z dylematami moralnymi. Nie chcąc wspomagać lokalnej junty, robi się wszystko, aby nasze pieniądze nie trafiały w jej ręce. Trzeba zatem inwestować w prywatnych przedsiębiorców, bo dzięki temu mieć będziemy świadomość, że nie wspomagamy zwyczajnych przestępców. Zachwyca nas tutejsze jedzenie. Wszystko jest niezwykle lekkie i kolorowe.

Dania przyrządzane są na bazie warzyw oraz ryżu, może dlatego są takie lekkie? Można zjeść tych specjałów naprawdę dużo, a człowiek w ogóle nie czuje, że tyje. Mamy nadzieję, że do końca pobytu będziemy mieli takie samo odczucie. Birmańskie perypetie sprawiły, że nabraliśmy apetytu na więcej. Zycie jest zbyt krótkie, aby odwlekać takie decyzje. W Bangkoku można naprawdę dobrze wypocząć i poznać na wskroś inne, ale bardzo fascynujące kultury. Nowe podróże zaplanujemy bardziej szczegółowo już po powrocie z Birmy. Mamy nadzieję, że przynajmniej wirtualnie będziecie nam towarzyszyć. Dalsze relacje obiecujemy dostarczać w miarę regularnie, abyście mogli ocenić sami, czy warto iść naszymi śladami.

O zwyczajach ludzi w Birmie.

Birma zaskakuje wręcz swoją gościnnością. Rzadko gdzie znajduje się tak gościnnych i życzliwych mieszkańców witających z uśmiechami na ustach przybyszów z najdalszych zakątków świata. Są to zarazem ludzie o bardzo prostym i skromnym podejściu do życia. Ta skromność przejawia się często w ich ubiorze codziennym, a także w warunkach, w których żyją. U mężczyzn w Birmie nie zauważymy takiego odzienia, jak u standardowych Europejczyków. Tutaj panowie nie używają spodni. Tę rolę pełnią specyficzne sorongi. Kobietom za ozdobę głowy najczęściej służy turban. Może mieć on jednolity kolor lub być wykonany z tkaniny o licznych kolorach zbliżonych do pastelowych barw. Turbany robi się bardzo łatwo z chust oraz ręczników.

Większość mężczyzn w Birmie charakteryzuje pewna słabość – żucie betelu, co wpływa na czerwony uśmiech oraz przyciemnioną strukturę zębów. Mieszkańcy niezwykle serdecznie odnoszą się do każdego przybysza z zewnątrz, co przejawia się szerokimi uśmiechami na każdym niemal kroku. Otwartość i życzliwość traktowane są tutaj jako podstawowa zasada równości społecznej. Bariera językowa może nie ułatwia zbyt wiele, ale także nadmiernie niczego nie komplikuje. Pomaganie wynagradza wszystkie niedociągnięcia kulturowe. W stosunku do obcokrajowców da się zawsze zauważyć pewną ciekawość. Otwarta i gościnna społeczność to jeden z największych atutów Birmy. Jeśli znać będziemy tamtejsze języki, z pewnością łatwiej będzie się nam na miejscu odnaleźć. Angielski w Birmie znają tylko osoby wysoko wykształcone, pracujące na co dzień w branży turystycznej.

Za podstawę kuchni uważa się ryż i makaron. Wegetariańskie dania na bazie warzyw są znacznie tańsze od tych mięsnych. Na szczęście Mandalay oraz Yangon mogą się pochwalić licznymi knajpkami hinduskimi na naprawdę wysokim poziomie. Jeśli chodzi o religię, w Birmie najwięcej znajdziemy buddystów. Na drugim miejscu plasują się hindusie. Trafić można także na kościoły katolickie, jednak w Birmie jest ich śladowa jedynie ilość. Gdy już jesteśmy w Birmie, warto kupić jakąś dyskretną pamiątkę. Mnóstwo pamiątek znajduje się na targach przed świątyniami, a także w okolicach jeziora Inle. Obrazki z płótna, figurki Buddy, gadżety z brązu – wybór jest naprawdę spory. Dokonując zakupów, trzeba mieć świadomość, że Birma to bardzo biedny kraj i drobni sprzedawcy nierzadko świadomie zawyżają ceny nawet kilkukrotnie, aby mieć swój upragniony utarg. W Azji nie można pić wody z kranu w trosce o własne bezpieczeństwo.

Nieoświetlone ulice miast w Birmie raczej nie zachęcają do nocnych eskapad. Nie wychodźmy nigdzie bez towarzystwa. Łatwo tez skręcić nogę na dziurawych chodnikach. Podczas jazdy na rowerze trzeba z uwagą obserwować inne środki lokomocji, aby nie doszło do wypadków. Samochody mają tutaj kierownice po prawej stronie, przez co trudniej się wyprzedza i częściej dochodzi do wypadków. To także tłumaczy fakt, dlaczego w autobusach funkcjonują osoby informujące kierowców, w której chwili mogą zacząć wyprzedzać inne pojazdy na drogach.

Jak obchodzić sie w kontaktach z ludźmi z Birmy?

Kiedy udajemy się na wycieczkę do Birmy lub do jakiegokolwiek innego, egzotycznego kraju, musimy mieć na uwadze, że „co kraj, to obyczaj” i że określone zachowanie danego mieszkańca może być całkiem odmienne od naszego, mimo że okazja będzie działała w sposób oczywisty na obie strony. Kontaktów z Birmańczykami nie trzeba się obawiać. Już na samym wstępie pokazują, że są bardzo otwarci, chętni do pomocy oraz gościnni.

Mają wiele serca dla turystów, bo posiadają także świadomość tego, że to właśnie turystyka ratuje ten kraj przed totalnym upadkiem gospodarczym. Mężczyźni w Birmie są niezwykle pracowici. Od wczesnych godzin porannych da się zauważyć wytrwałą pracę na plantacjach ryżu oraz w miejscach, gdzie masowo uprawia się warzywa. Kobiety w Birmie także skoncentrowane są na pracy fizycznej, ale do tego dochodzi jeszcze opieka nad dziećmi oraz zajmowanie się gospodarstwem domowym. Po przedostaniu się na drugą stronę rzeki, stajemy przed wyborem woźnicy i dorożki. Oni sami z niczym się nam nie narzucają, decyzja, kogo wybierzemy należy wyłącznie do nas. Czasem wystarczy tylko uśmiech w kierunku wybranego woźnicy lub kilka słów i już siedzimy w dorożce i podziwiamy dobra birmańskiej ziemi. Większość woźniców obsługujących dorożki ma jednakowe stawki przejazdu.

W momencie, gdy jest mało turystów można jeszcze się potargować. Birma to niestety biedny kraj, a tam, gdzie jest bieda, obecne będą także nie do końca uczciwe inwestycje. Trzeba być bardzo uważnym, jeśli robi się zakupy na targach i miejscach, gdzie sprzedawane są różnorodne towary w formie pamiątek. Drobni przedsiębiorcy, wypatrując okazji, często zawyżają rzeczywiste ceny oferowanych przez siebie produktów, przez co turyści płacą czasami za pamiątki i inne gadżety o kilka razy więcej, niż powinni. Smutny to obraz birmańskiej biedy, a z drugiej strony trudno potępić ludzi, którzy w kraju ogarniętym juntą próbują zapewnić byt i bezpieczeństwo swoim – często wielodzietnym rodzinom.

Jeśli udajemy się do małej restauracji lub punktu, w którym sprzedaje się jedzenie, przed spożyciem dokładnie sprawdźmy, czy nie ma w nim robaków bądź innych zanieczyszczeń. Niestety, kłopotliwe sytuacje z miejscowym jedzeniem potrafią się często powtarzać. Jeśli mamy ochotę wyjść po zmroku – nie róbmy tego samotnie. Tą radę kierujemy przede wszystkim do dziewczyn i kobiet. Po zmroku budzi się nieco ciemniejsza twarz Birmy, naznaczona lokalnymi porachunkami z wojskiem oraz konfliktami o strukturze wewnętrznej. Lepiej więc nie ryzykować i nie zapuszczać się w te rewiry, w  których nie ma ani oświetlenia, ani dobrze wykonanych chodników, na których można stabilnie chodzić.

Takie sytuacje dostarczą nam tylko niepotrzebnego stresu. Wodę kupujmy tylko w sprawdzonych punktach. Tam, gdzie znajduje się chłodnia z lodem – można mieć pewność, że woda będzie najlepszej jakości. Jeśli ktoś proponuje nam wodę z kranu – w żadnym wypadku nie wyrażajmy na to zgody. W przeciwnym wypadku może nam grozić wirusowe zapalenie wątroby, prawdopodobnie z bonusowymi komplikacjami.

Na podbój Birmy z dzieckiem!

Wybór Birmy jako kurortu wakacyjnego dla rodziny z dziećmi dla niektórych może wydawać się iście zaskakujący. Tam przecież nie istnieją takie pojęcia, jak all inclusive, parki technologiczne, czy fast foody. Zamiast nich zyskujemy kontakt z zabytkami oraz przyjaźnie nastawionymi do świata ludźmi. Czy takie miejsce może zafascynować dzieci, w dzisiejszych czasach przyzwyczajone do wszystkiego, co najlepsze pod względem technicznym i turystycznym? Wiadomo, że kilkuletnie dziecko jest jeszcze zbyt małe, aby przyswoić sobie skomplikowaną historię Birmy, dzięki której lepiej zrozumiałoby ogrom panujących tam zjawisk. Dwulatek, zamiast przysłuchiwania się opowieściom osób dorosłych, będzie z zaangażowaniem bawił się piłeczkami rattanowymi, a młodsze latorośle pozwolą się obdarowywać soczystymi listkami z drzew rosnących w pełnych promieniach słońca. Nie istnieje tez konieczność, abyśmy dla naszego dziecka zabierali specjalnie do Birmy dodatkową walizkę z zabawkami. Do szczęścia mogą mu wystarczyć po prostu inne dzieci. Te dzieci nierzadko bywają już mnichami w nowicjacie, mimo że są rówieśnikami naszych pociech. Jest już klasyką w Birmie, że dzieci oddawane są do klasztoru na określony czas, aby mogły się nauczyć samodzielności oraz korzystania z wszechstronnych wskazówek Buddy.

Kiedy znajdziemy się w okolicy miasteczka Kalew, możemy zdecydować się na trekking trwający nawet kilka dni. Wystarczy umówić się na określony czas z przewodnikiem. W trzy dni może się uda zwiedzić ogrom mieścin zamieszkałych przez liczne plemiona. Zaskakujące jest to, że role tutaj się odwracają. To członkowie plemion podziwiają i przyglądają się z bliska bardziej nam, niż my im. Wielu mieszkańców tamtego regionu nigdy nie widziało na własne oczy całkowicie białego człowieka, co może wzbudzać teraz w naszych Czytelnikach uśmiech. Odbywa się niepewna analiza i dotyk skóry, a także dyskusje nad zastosowaniem dziecięcych gadżetów, np. Smoczków. Kobiety z plemion birmańskich nie za bardzo rozpieszczają swoje dzieci. Z kolei całe rodziny są w stanie spać na jednej macie, i to kilka pokoleń! W oczach przeciętnego Europejczyka, przyzwyczajonego do pełnych wygód takie rozwiązania są wprost nie do przyjęcia!

Na miejscu warto pokazać dziecku jezioro Inle oraz pracujących tam w pocie czoła rybaków. Wrażenie na starszych dzieciach zrobią na pewno specyficzne techniki tutejszego wiosłowania oraz domy budowane na palach. Dzieci może zaciekawić także Klasztor Skaczących Kotów. Koty wskakują na specyficzne obręcze i mają nadane imiona zaczerpnięte od pseudonimów światowych gwiazd filmowych, czy też muzyki pop, co wzbudza dodatkowy, komiczny efekt. Najkorzystniej odwiedzić jest Birmę w okresie od października do kwietnia. W Tajlandii, albo w Singapurze wyrabiamy wizę. Jeśli ktoś chce szczegółowo dowiedzieć się metod podróżowania do takich krajów z dziećmi – to polecamy mu książkę „Smoki i smoczki”, którą napisali Anna i Krzysztof Kobusowie. Birma to miejsce, gdzie kobiety nie mogą górować nad mężczyznami. Gdy mnich siedzi na krześle, kobiety i dzieci siadają na podłodze.

Kiedy warto udać się do Birmy?

Urlop w egzotycznym kraju zawsze wiąże ze sobą konieczność dostosowywania określonych terminów w taki sposób, aby nie kolidowały one ze sobą. Czasem jest to dosyć trudne, ale przy sprawnej organizacji podróży możemy zaoszczędzić czas, a także skrupulatnie opracować plan całej wycieczki, aby przywieźć do domu najpiękniejsze wspomnienia, a nie tylko pamiątki. Większość portali internetowych oraz biur podróży zgodnie potwierdza, że najlepszym czasem na wycieczkę do Birmy będzie okres między listopadem a marcem. Ma na to wpływ jakość temperatury. W tym czasie można ją znieść i nie jest tak uciążliwa, jak w sezonie typowo letnim. Poza tym wtedy też nie pada zbyt mocno. W lipcu, sierpniu oraz wrześniu jest wilgotno oraz gorąco, pada dosyć sporo, a kto z nas lubi spędzać wakacje w deszczu?

W celu udania się do Birmy musimy wyrobić sobie wizę. Przyznaje się ją na niecały miesiąc. Miejsce przyznające to ambasada Birmy w Tajlandii. Niektórzy udają się z powodzeniem także do Berlina lub Bangkoku. Za jednostkę monetarną uznaje się w Birmie 1 kiat, dzielony na 100 pia. Oficjalny język to birmański. Na szczęście w Birmie dostrzega się spory misz masz kulturowy, przez co na każdym kroku do się usłyszeć wszystkie najważniejsze języki świata. Obliczono niedawno, że liczba mieszkańców Birmy wynosi 56 milionów, a liczba języków – 111. Iście imponujący wynik!

Lęki z gatunku sanitarno – epidemiologicznego w Birmie można odłożyć w niepamięć. Nie wymaga się tutaj żadnych szczepień. Opieka medyczna utrzymana jest na dobrym poziomie, lekarze bez problemu potrafią dogadać się po angielsku. Bezpieczeństwo w Birmie jest wyraźnie widoczne w relacjach międzyludzkich. Stopień przestępczości jest tu znikomy, ale to nie znaczy, że można sobie na wszystko pozwolić. Nie radzimy publicznie dyskutować o problemach politycznych, bo może się to skończyć przymusową deportacją. Za niepochlebne hasła można dostać po głowie. Lepiej także kupować potrzebne produkty i żywność od prywatnych przedsiębiorców, a nie od junty dominującej przestępczo nad tym krajem. Prywatne hotele, stragany oraz sklepy bardzo chętnie przyjmują nawet najdrobniejsze wsparcie finansowe.

Komunikacja z pewnością nie ma tu odzwierciedlenia w postaci pięknych dróg. W miarę wygodnie można się poruszać jedynie na dystansie łączącym Rangun z Nay Pyi Taw. Radzi się uważać na drogach, które z gruntu technicznego są bardzo niskiej jakości. Dziurawe asfalty przyczyniają się też do tego, że nie cichną dźwięki klaksonów i poddenerwowanie kierowców.

Najważniejszą wartością z dalekiej podróży do Birmy powinny być wspomnienia. Jeśli już decydujemy się na pamiątki w formie materialnej, postarajmy się o to, aby było to coś w pełni praktycznego. Można więc nabyć fajkę opiumową z metalu, różnorodne malowidła, stroje oraz parasole wyplatane ręcznymi metodami. Smakoszom polecamy tutejsze słodycze, orzechy. Warto zaopatrzyć się także w przyprawy, które zapachem biją na głowę wszystkie przyprawy sprzedawane na polskich straganach i w sklepach.

Birma – specyficzny klimat i flora.

Obecnie w cenie są podróże do miejsc, gdzie istnieje i sprawnie funkcjonuje przyroda nienaznaczona działalnością człowieka. W takich miejscach odpoczywa się wygodniej i zdrowiej. Czy wiecie, gdzie znaleźć można właśnie taki klimat? Tylko w Birmie! Warto poznać tamtejszą florę oraz faunę, ponieważ wiąże się to z niezapomnianymi wrażeniami. Dziewicza przyroda na Ziemi to obecnie towar deficytowy, dlatego tak bardzo warto ją doceniać i szanować, dopóki jest jeszcze możliwa do zaobserwowania. Wszystko dzięki temu, że w Birmie cywilizacja posuwa się stosunkowo wolno. Mieszkańcy przywiązują bardzo uwagę do tego, aby żyć w oparciu o prawa natury. Wiele typów flory oraz fauny nie zostało jeszcze skażonych ludzką ręką i mamy nadzieję, że jeszcze długo do tego nie dojdzie.

Tropikalne i malownicze lasy Birmy zajmują niemalże połowę powierzchni tego kraju. Lasy dzielimy podstawowo na kilka rodzajów: tekowe, z magnoliami, z bambusami, akacjowe. Lasy tekowe zalicza się do 25% ogółu leśnego. Dzięki nim świat zaopatrywany jest w 75% drewna z całokształtu zasobowego. Należy także zwrócić uwagę na drzewo o nazwie Hopea odorata. Jego wysokość sięgać możne nawet do 50 metrów. Głównym  jego przeznaczeniem jest rzucanie okazałego cienia. Na terenach górskich spotkamy najwięcej rododendronów w całym regionie. Gdzieniegdzie w oko rzucają się także lasy dębowe oraz sosnowe.

Do najczęściej występujących typów lasów Birmy zaliczymy lasy o charakterze tropikalnym oraz monsunowym. Monsunowe pozbywają się liści w okresie pory suchej. Południe kraju stanowi strefę roślinności tropikalnej, ciągle zielonej. Powodem tego są częste deszcze, potrafiące padać nawet do 9 miesięcy. W dawnych latach na wybrzeżu obficie rosły namorzyny. Teraz jest ich coraz mniej, do czego przyczyniły się ataki tsunami oraz ludzki wkład działalności człowieka. Namorzyny są bardzo ważnym czynnikiem dla ochrony brzegów. To w nie w pierwszej kolejności uderzają fale. W rejonach Równiny Irawadi spotykamy się z suchym charakterem ziemi. Tam króluje sawanna oraz bambusy.

Jeśli już wspomnieliśmy o florze Birmy, nietaktem byłoby pominąć temat tamtejszej fauny. A jest ona równie zachwycająca i budząca pozytywne odczucia. Do największych zwierząt zaliczanych do drapieżników zalicza się lamparty oraz tygrysy. W mniejszej liczbie można także spotkać tapiry malajskie, indyjskie słonie, a także nosorożce. W sporej liczbie funkcjonują jeszcze antylopy, bawoły oraz liczne zwierzęta z rodziny jeleniowatych.

Spacerując leśnymi ścieżkami, natrafić możemy na makaki, gibony oraz langury. Są jeszcze gady, z węzami na czele. Z owadów występują  jadowite pająki. Stan zachowania przyrody w Birmie budzi w turystach najwyższy szacunek, ale obszary chronione są tu i tak nieliczne. Szacuje się, że zajmują jedynie 1/3 %. To naprawdę bardzo mało.

Birma jest żywym dowodem na to, że przy minimum chęci i dobrej wierze istnieje jeszcze umiejętność współpracy świata naturalnej przyrody ze skomplikowanym i przynajmniej częściowo uprzemysłowionym światem człowieka. Europejskie państwa od regionów birmańskich mogłyby się wiele nauczyć.

Idealnie zaplanowana podróż do Birmy.

Bezkres piękna przyrodniczego, nieskażonego przez działanie ludzkiej ręki, do tego tajemniczość świątyń oraz odkrywanie starożytnych zwyczajów lokalnej społeczności. Rejs na jeziorze Inle oraz odpoczynek nad Zatoką Bengalską. Te wszystkie atrakcje czekają na nas w momencie, gdy zdecydujemy się na wycieczkę do Birmy. Warto przeżyć taką przygodę chociaż raz w życiu, bo wspomnienia pozostają potem na zawsze. Niesamowitym przeżyciem będzie dla nas odkrycie miasta Rangun. Nazywa się je mikrokosmosem w pigułce. Zadziwimy się pięknem świątyń, w których zawarte bogactwa na zawsze zmienią nasze poczucie estetyki. W Baganie takich świątyń znajduje się blisko cztery tysiące, dlatego efekt estetyczny z pewnością gwarantowany. Wyprawa łodzią po jeziorze Inle, naznaczonym mitycznymi legendami z pewnością na długo nie da się zapomnieć. Warto wypocząć na białych plażach nad morzem Andamańskim. Wreszcie będzie można osiągnąć porównanie, czy lepsze są do opalania polskie plaże, czy może jednak obce.

Przed wyjazdem do Birmy warto skonstruować skrupulatny plan podróży. W pierwszej kolejności udajemy się samolotem do Bangkoku. Z lotniska zostaniemy odebrani przez przedstawiciela, który uda się z nami do hotelu. W mieście tym zakochać się można od pierwszego wejrzenia. Czeka tu nas moc atrakcji. Warto przed wyjazdem zgłębić nieco bardziej jego historię, skalę nowoczesności. Ulice porażą nas egzotycznym krajobrazem. Do tego czeka nas niezwykła możliwość prowadzenia I posmakowania klimatycznego życia nocnego w mieście. Zwiedzimy barwne rynki, poznamy komfort mieszkania w luksusowym hotelu oraz wdamy się w serdeczne dyskusje ze sprzedawcami pamiątek I owoców. Świat komercyjny Bangkoku świetnie współgra ze światem duchowym, którego symbolem od wieków pozostają mnisi i okazałe świątynie, gdzie kontemplacja nigdy się nie kończy. Po barwnym dniu lub kilku dniach spędzonych w Bangkoku wprost z miejscowego lotniska udajemy się do Birmy.

Potocznie mówimy Birma, choć dziś kraj ten nosi nieco inną nazwę – Myanmar. Zycie w promieniach słońca toczy się tu niezwykle wolno, więc jest to rejon idealny dla wszystkich, którzy chcą uciec przed wszechobecnym wyścigiem szczurów. Wiele świętych miejsc sprzyjać będzie kontemplacjom. Wszystkie ważne zakątki zwiedzimy w towarzystwie niezwykle życzliwego kierowcy. Będziemy mogli przespacerować się także najstarszym mostem tekowym świata. Na zwiedzenie czeka także niejeden klasztor. Podczas rejsu po Irwadi można z bliska obejrzeć, czym zajmuje się lokalna ludność. Krystaliczne wody Zatoki Bengalskiej pokażą nam, jak w rzeczywistości powinny wyglądać zadbane I wolne od zanieczyszczeń sfery nieskażone dotykiem przemysłu. Hotele w każdej chwili mogą wypożyczyć rowery wszystkim, którzy będą chcieli skosztować wędrówek I na własną rękę odkryć bajeczne zakamarki tego lądu. Po kilku intensywnych dniach spędzonych w birmańskich miastach i miasteczkach czas na powrót. Wraca się najpierw do Bangkoku, a potem na port lotniczy Suvarnabhumi, skąd już bezpośrednio wracać będziemy do Polski.

Zakochaj się w Rangunie!

Rangun potocznie przez wielu turystów nazywana jest „zdegradowaną stolicą Birmy”. Jednak, aby ocenić realnie stan jej zubożenia – należy przede wszystkim dokonywać ocen na bazie własnych doświadczeń i odwiedzin tego regionu. Samo czytanie artykułów nie wystarczy. Mimo napiętej sytuacji społeczno – politycznej Birma ma wciąż wiele do zaproponowania. Po wylądowaniu na teren miasta Rangun docieramy za pomocą arbów, czyli wozów z charakterystycznymi, wielkimi kołami. Dookoła znajduje się bezkres pól ryżowych oraz plantacji bananów. Mijają nas samochody ciężarowe przepełnione grubo ponad normę. Autobusy są zatłoczone do tego stopnia, że podróżujący siedzą na dachach lub wiszą przy stopniach wejściowych. Trudno przekonać się do miasta Rangun od razu, zazwyczaj potrzeba na to więcej czasu. Nie da się ukryć jednak, że to miejsce bogate jest w szereg interesujących zabytków. Pojawienie się tutaj pierwszych osadników datuje się na VI wiek. Pozostałością obiektów przez nich budowanych można uznać kompleks Szwe Dagon. To miejsce stanowi dla mieszkańców miasta swoisty obiekt kultu, znajduje się tam także port.

Na przełomie XIX I XX wieku Rangun pełniło rolę stolicy kolonialnej w Birmie. W roku 2005 stolicę Birmy przeniesiono do Nay Pyi Taw, co nie wszystkim mieszkańcom tamtego regionu jest na rękę. Wcześniej dochodziło także do licznych wysiedleni. Na miejsce slumsów wkroczyły nowo projektowane parki, zaczęto budować coraz więcej gmachów, ale to jeszcze nie zatarło w pełni obecnych tu kontrastów. Równocześnie obok silnie rozbudowanych kompleksów szpitalnych, hoteli wysokiej klasy, siedzib korporacji międzynarodowych, kin dostrzec możemy przyciemnioną monsunowymi deszczami i dość nieestetyczną świątynię Sri Kali, gdzie modli się zawsze grono hindusów. W pobliżu znajduje się także bazar Bogyoke oraz całe zastępy domów mieszkalnych w stanie podupadłym. Płyt chodnikowych znajdziemy tutaj jak na lekarstwo. Architektura jest dość chaotyczna.

To, co w pierwszej kolejności warto najpierw zwiedzić w Rangunie, zbudowane jest w postaci świątyń. Na turystów czekają także pałace, gmachy rządowe, które kiedyś należały do Brytyjczyków, a także muzea i lokale gastronomiczne. Z muzeów na pierwszy plan wybija się Muzeum Narodowe. Zbiory są nieliczne, ponieważ przed laty wiele dóbr grabiono i kradziono. Na miejscu nie wykonuje się zdjęć. Niezwykle fascynujący został przedstawiony na poziomie 3 pięter temat piśmiennictwa birmańskiego, posiadający swoją długotrwałą historię. Można przyjrzeć się także makietom historycznych budowli, które zostały zniszczone. Duża część suvenirów wiąże się z ostatnim władcą Birmy, czyli Thibawem. Na Sali tronowej znajduje się jedyny ocalony przed pożarem tron, zwany „Lwim”. Jest to obiekt silnie pokazujący, jak wiele arcydzieł sztuki snycerskiej skrywa Birma. Oglądający z pewnością będą pod wielkim urokiem mebli rzeźbionych w drewnie, a także dawnych monet, figurek, fajek oraz skrzynek na klejnoty. Wiele zabytkowych przedmiotów ozdobione jest kamieniami szlachetnymi, co dodatkowo podkreśla ich wartość.

Świątynie w Birmie warte polecenia.

Birma kojarzy się większości turystów z egzotycznym klimatem oraz bogatą liczbą świątyń. Na nie warto zwrócić szczególną uwagę podczas podróżowania. Świątynia Manuha zbudowana została w 1059 roku, a jej styl charakteryzuje się jako wczesny Pagan. Styl ten charakteryzuje się dużym stopniem masywności obiektów. Wnętrze jest bardzo ciasne, umieszczony został w nim posąg Buddy w pozycji leżącej. Jest on symbolem Manuha, czyli władcy plemienia Monów, które zostało uwięzione przez władcę Anawrahtę. Mimo niewoli, Monowie mogli wybudować własną świątynię. Zazwyczaj od tej świątyni zaczyna się zwiedzanie wszystkich obiektów w mieście. Władze Birmy nie wyróżniają się troską o mieszkańców. Parę lat temu głośno było o zniszczeniu domów miejscowych wieśniaków tylko dlatego, iż w mniemaniu włodarzy psuły one ogólna koncepcję i wizerunek świątyni. Na szczęście obok świątyni Manuha udaje się znaleźć przewodników chętnych do pokazania całej okolicy, bo na własne oczy przekonać się o tym, jak wielka niesprawiedliwość społeczna tu panuje.

Z kolei w świątyni Myinkabar turyści mogą obejrzeć na własne oczy malowidła ścienne z dawnych epok, które zostały wpisane na listę dziedzictwa ochrony UNESCO. Dzięki tym obserwacjom widzimy, jak wielkie znaczenie dla lokalnej społeczności miała i w dalszym ciągu posiada sztuka.

Szwenandaw to świątynia mieszcząca się w Mandalaju. Powstała pod koniec XIX wieku. Po śmierci jednego z władców, zgodnie z wierzeniami, świątynię zburzono, po czym odbudowano na nowo. W dzisiejszych czasach obiekt ten zaliczany jest do najbardziej reprezentatywnych świątyń buddyjskich. Mieści się tam także jeden z najbardziej znanych na świecie zakonów. Ci, którzy tam żyją, działają według ścisłych i restrykcyjnych zasad, każda minuta jest tu szczegółowo planowana. Fascynujące dla turystów są tutejsze spotkania przy posiłkach. Funkcjonuje tutaj jeden posiłek na cały dzień. Sesje medytacyjne są bardzo długie i męczące dla organizmu. Mnisi są bardzo otwarci na rozmowy i kontakty z turystami z zewnątrz, chętnie podejmują tematy związane z duchowymi przemianami zachodzącymi na drodze naszego życia.

Świątynia Mahamuni stanowi jedną z największych atrakcji południowo – wschodniej Birmy. Mieści się w niej wykonana z brązu figura Buddy Mahamuni, która jest obdarzona przez mieszkańców rejonu niezwykłą czcią i szacunkiem. Jest to jedna z nielicznych figur stanowiących dokładne odzwierciedlenie prezencji Buddy. Urządza się przy tej figurze różne rytuały, z czego najbardziej znanym jest rytuał przemywania twarzy rzeźbie, każdego dnia o godzinie czwartej rano. W obrzędzie bierze udział stary mnich oraz świeccy mężczyźni, służący w roli pomocników. Wszystkiemu towarzyszą modlitwy skierowane do Bogini Ziemi, która ma być świadkiem spełniania się dobrych uczynków. Najbardziej podniosłe wydarzenie jest w czasie pełni księżyca. Całość ceremoniału nie trwa zbyt długo, zaledwie godzinę i jest stałym elementem tamtejszej tradycji.

Świątyń w Birmie znajdziemy kilka tysięcy, aby poznać je wszystkie, trzeba naprawdę sporo czasu i chęci. Nie da się ukryć, że na takie dalekie wojaże potrzebny jest również określony kapitał.